Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jajka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jajka. Pokaż wszystkie posty

Ciasto marchewkowe

Najlepsze ciasto marchewkowe, jakie jadłam. Po spróbowaniu tego, nie czuję potrzeby wypróbowywania innych przepisów. Ciasto pełniło rolę urodzinowego tortu i bardzo żałowałam, że - jak to tort - pojawiło się na stole pod koniec imprezy, kiedy byłam już objedzona innymi pysznościami. Przemiła gospodyni zapakowała mi jednak kawałek na droge a później podzieliła się przepisem.

Ciasto jest wilgotne, nie tylko dzięki marchewce, ale także w wyniku nasączenia syropem aromatyzowanym sokiem pomarańczowym, obowiązkowo świeżo wyciśniętym. Krem, którym posmarowany jest wierzch ciasta, choć zrobiony z serka mascarpone i bitej śmietany, jest lekki i delikatny. Ze względu na ten krem, ciasto trzeba przechowywać w lodówce. Długo w niej zresztą nie postoi, zapewniam.


Kliknij tutaj, żeby zobaczyć przepis i komentarze. 
 










Czytaj dalej »

Smażony ryż z jajkiem

To trzeci już przepis na smażony ryż na blogu. I na pewno nie ostatni, bo to tak wdzięczne, a zarazem proste danie, że aż się prosi o częste powtórki. Odgrzewanie resztek gotowanego ryżu razem z dowolnymi produktami z naszej lodówki, często również będącymi resztkami, musiał się sprawdzić. Jest oczywisty, prosty i daje zaskakująco dobre rezultaty.

Niektóre wersje smażonego ryżu okazały się być tak smaczne, że weszły na stałe do światowego kanonu kulinarnego. Na przykład chiński yeung chow, bez którego nie obędzie się menu żadnej chińskiej restauracji, szczególnie poza Chinami ;-) Dzisiejszy ryż z jajkiem przypomina zresztą mocno uproszczoną wersję yeung chow i jest dobry na początek przygody ze smażonym ryżem. Jeśli zapamiętacie ten przepis, a nie jest to trudne, zważywszy na krótką listę składników, będziecie mogli dodawać do niego różne smakowite śmieci i wyczarowywać coraz to nowe jego warianty.

Przepis i komentarze (klik)





Czytaj dalej »

Serowa frittata z makaronem i boczkiem


Fritata chyba dołączy do moich ulubionych dań obiadowo-kolacyjnych. Nie dość, że jest śmiesznie prosta do zrobienia, to jajeczna baza daje tyle możliwości doprawienia, że jej odmianom może nie być końca. Można ją wypełnić na przykład ziemniakami, tak jak tę hiszpańską tortillę, albo makaronem, jak dzisiejszą i dosmaczyć boczkiem, dobrą kiełbasą lub innym mięsiwem. Warzywna frittata też nie byłaby zła, szczególnie z jakimś dobrym serem. Albo dwoma. I ze świeżymi ziołami. Oj, czuję, że frittaty będą się tu pojawiać często.

Za jak najczęstszym robieniem fritaty przemawia też fakt, że tak samo dobrze smakuje na ciepło, jak i na zimno. Zastanawiacie się, co zabrać na lunch do pracy? Frittata będzie idealna.

Moja rada odnośnie jajek: wymieszajcie je bardzo dobrze mikserem, używając pojedynczej końcówki miksującej. Z jajek zrobi się idealnie jednolita masa, ale się nie napowietrzą, co da zwartą, ładną w kolorze i przekroju frittatę.



Serowa frittata z makaronem i boczkiem
zmodyfikowany przepis z Australian Gourmet Traveller, marzec 2012
2-3 porcje

  • 100 g suchego spaghetti
  • 4 jajka
  • 1 łyżka śmietany
  • 80 g boczku wędzonego, pokrojonego w paski i ewentualnie lekko podsmażonego
  • 75 g  (1 szklanka) parmezanu, drobno startego
  • 50 g (1/2 szklanki) łagodnego cheddara, grubo startego plus 2 łyżki do posypania
  • 1/2 łyżeczki rozmarynu, drobno posiekanego
  • 1 łyżka natki pietruszki, posiekanej
  • 1/2 łyżeczki skórki cytrynowej, drobno startej
  • 1 łyżka oliwy, do smażenia


Spaghetti ugotuj al dente w osolonej wodzie. Odcedź, przelej zimną wodą, wymieszaj z odrobiną oliwy.

Rozgrzej piekarnik do 200˚C.

Jajka wymieszaj ze śmietaną na jednolitą masę, najlepiej mikserem. Połącz z boczkiem, serami, ziołami i skórką cytrynową. Dodaj makaron, jeśli trzeba dopraw do smaku - ser może być jednak wystarczajaco słony. Wymieszaj.

Na głębokiej, żaroodpornej patelni (użyłam małej, 20 cm) rozgrzej łyżkę oliwy. Wlej całą masę jajeczną i smaż ją, na sporym ogniu, 1-2 minuty, aż brzegi zaczną się ścinać, ale środek pozostanie płynny. Wstaw do nagrzanego piekarnika na 6-8 minut, na górną półkę. Posyp resztą sera i dopiecz, aż ser się rozpuści i zezłoci.

Żeby wyjąć frittatę z patelni, przykryj ją talerzem i odwróć, a następnie przewróć na drugi talerz.

Podawaj z zieloną sałatą lub sałatką pomidorową.







Sałatka pomidorowa z anchois
2-3 porcje

  • 300 g pomidorów koktajlowych, poprzekrajanych na pół
  • 1/4 szklanki liści bazylii
  • 3-4 filety anchois, pokrojonych w cienkie paski*
  • 2 łyżki oliwy
  • 1 łyżka czerwonego octu winnego
  • sól morska i świeżo mielony czarny pierz, do smaku

Wszystkie składniki wymieszaj. Dopraw solą i pieprzem do smaku.


* Jeśli filety są bardzo słone, namocz je pół godziny w wodzie, następnie dobrze osącz.




Czytaj dalej »

Jabłkowa tarta tatin

Tatrta tatin z jabłkami to jeden z tych deserów, do których podchodziłam, jak pies do jeża. Wydawała mi się, w swojej prostocie, trudnym daniem. Bo skoro są w niej tylko trzy główne składniki, jabłka, karmel i ciasto francuskie, to nie ma wyjścia, trzeba ją wykonać perfekcyjnie. Na ukrycie błedów nie ma tu najmniejszych szans. W końcu się przełamałam.

Nie, nie od razu mi wyszła. W dodatku błędy popełniałam tam, gdzie wiedziałam, że mogę je popełnić. Przy robieniu karmelu. Karmel lubię bowiem ciemny, zostało mi tak jeszcze z dzieciństwa, kiedy w kryzysowych czasach sama robiłam sobie lizaki. Przypalały się często, ale żal wtedy było każdej łyżeczki kartkowego cukru. Teraz stapiając cukier, staram się utrafić w moment tuż przed tym, zanim karmel stanie się nieznośnie gorzki, ale lekką goryczkę mieć musi. Decydują, niestety, sekundy. Zresztą anekdota dotyczaca powstania tego deseru mówi o przypalonych przypadkiem jabłkach, więc może instynktownie sięgam do źródeł, kto wie...

Przepisy na tarte tatine mówią o niesolonym maśle. Ja ostatnio, przez roztargnienie, kupiłam solone (na szczęście lekko) i nawet tego nie zauważyłam robiąc tartę. I wiecie co? Okazuje się, że taka mi smakuje jeszcze bardziej! Dlatego włączam do listy składników dużą szczyptę soli, ale decyzję, co do jej użycia, pozostawiam wam.




Tarta tatin
wg przepisu z Australian Gourmet Traveller, czerwiec 2011
4 porcje (ale trzeba się liczyć z tym, że może starczyć tylko dla 2 osób)

  • 65 g drobnego cukru
  • 40 g masła
  • opcjonalnie: szczypta soli
  • 2 jabłka, kwaskowe, jędrne
  • płat ciasta francuskiego, wystarczający by przykryć patelnię, rozmrożonego

Rozgrzej piekarnik do 190˚C.

Jabłka obierz, pokrój na ćwiartki i usuń z nich gniazda nasienne.

Z ciasta francuskiego wytnij koło o srednicy 2-3 cm większej od średnicy patelni.

Przygotuj niedużą - około 20 cm średnicy - żeliwną patelnię (lub inną o grubym dnie, którą będzie można wstawić do piekarnika). Na patelnię wsyp cukier, rozprowadź go równą warstwą na dnie, postaw na średnim ogniu i poczekaj aż cukier zacznie się topić i karmelizować. Nie mieszaj go łyżką, możesz go rozprowadzać poruszając patelnią. Gdy cały cukier się skarmelizuje (uwaga, trwa to krótko, cukier bardzo łatwo się przypala i jest wtedy gorzki!), zmniejsz ogień, dodaj masło i, jeśli chcesz, szczyptę soli. Wymieszaj do połączenia składników.

Do karmelowego sosu dodaj jabłka, układając je ciasno na patelni, wypukłą stroną do góry. Pogotuj je z karmelem przez 2-3 minuty, następnie zdejmij patelnię z ognia. Przykryj jabłka ciastem francuskim, jego brzegi wtykając do środka przy pomocy łyżki. Zrób małe nacięcie pośrodku ciasta i natychmiast wstaw patelnię do nagrzanego piekarnika.

Piecz 20-25 minut aż ciasto się upiecze i ładnie zezłoci.

Po wyjęciu z piekarnika odstaw patelnię na 2-3 minuty, następnie przykryj ją talerzem i odwróć do góry dnem, wykładając w ten sposób jej zawartość na talerz. Użyj rękawicy kuchennnej, patelnia ciągle będzie bardzo gorąca!

Podawaj natychmiast z sosem waniliowym.


***

Sos waniliowy
Crème anglaise
źródło jw.
wychodzi ok. 700 ml sosu

  • 400 ml mleka
  • 200 ml płynnej śmietanki kremówki
  • 1/2 laski wanilii, przeciętej na pół, ziarenka wyskrobane
  • 4 żółtka
  • 100 g cukru

W garnku wymieszaj mleko i śmietankę, dodaj wanilię i zagotuj.

W metalowej misce ubij żółtka ubij z cukrem do białości. Gorącym mlekiem zalej żółtka, ciągle je ubijając. Masę wlej z powrotem do garnka i podgrzewaj na małym ogniu, cały czas mieszając, przez kilka  minut, dopóki lekko nie zgęstnieje (powinna pokrywać wierzch drewnianej łyżki i nie spływać z niej). Przecedź sos przez sitko i szybko ostudź, na przykład wstawiając naczynie z sosem do miski z lodowatą wodą.

***

Do tarty powinna wystarczyć połowa tej porcji sosu. Resztę możesz przechować do następnego dnia w lodówce i podać z kluseczkami z białek, jako zupę nic lub wymieszać z kakao i zrobić czekoladową wersję tego deseru.

Czytaj dalej »

Sałatka nicejska

O to, jak powinna wyglądać sałatka nicejska można by się spierać godzinami. Podobno kulinarni puryści nie uznają w niej żadnych gotowanych warzyw. Po świecie krąży jednak tyle jej wersji, że ja dawno straciłam rozeznanie. Na prywatny użytek nazywam tak sałatkę z tuńczykiem, zieloną fasolką, gotowanym jajkiem, zieloną zieloną sałatą i sosem winegret. Pozostałe składniki zmieniają się w zależności od zawartości lodówki i mojego apetytu w danej chwili. Ostatnia powstała pod wpływem przepisu z Saveur, który zawierał także kilka nieortodoksyjnych dodatków - młode gotowane ziemniaki, buraczki, rzodkiewkę i bazylię. Młodych buraczków nawet nie mam co tutaj szukać, ale resztę składników ochoczo dorzuciłam na talerz.

I tak, gdybym chciała jeszcze coś w tej sałatce zmienić, wymieniłabym puszkowego tuńczyka na świeżego, lekko tylko przysmażonego, ale... W sklepie widzę ostatnio tylko tuńczyka na sashimi i nie pytajcie mnie nawet o jego cenę. A poza tym, zwykle za robienie obiadu - bo ta sałatka jest doskonała na letni obiad - zabieram się w ostatniej chwili, kiedy nie mam już czasu na zakupy. A tuńczyka w puszce zawsze mam w kuchni.



Sałatka nicejska
Salade Niçoise
inspirowana przepisem z Saveur #148
2 bardzo duże, obiadowe porcje


sos:

  • 1 mały ząbek czosnku, drobno posiekany
  • szczypta soli
  • 1/4 szklanki oliwy
  • 21/2 łyżki soku z cytryny
  • 2 łyżeczki musztardy Dijon
  • 1 łyżka szalotki, drobno posiekanej
  • 1-2 filety anchois, dobno posiekane
  • pieprz, do smaku

sałatka:

  • 100 g zielonej fasolki szparagowej
  • 130 g młodych ziemniaków
  • 2 jajka
  • 200 g zielonej sałaty (mieszanej)
  • 4 małe pomidory, przekrojone na pół
  • 1 mały ogórek (lub pół długiego), pokrojony w podłużne cząstki
  • opcjonalnie: 2 rzodkiewki, przekrojone na pół
  • 8-10 ciemnych oliwek
  • 200 g tuńczyka w oliwie, osączonego
  • opcjonalnie: kilka listków bazylii

Ugotuj fasolkę, ziemniaki i jajka - fasolkę krótko, żeby była chrupiąca, ziemniaki w skórkach, do miękkości, jajka na twardo.

Zrób sos. Posiekany czosnek rozetrzyj z odrobiną soli na pastę - najwygodniej zrobić to płaską stroną noża na desce do krojenia. Wymieszaj z oliwą, sokiem cytrynowym i musztardą na gładko, dodaj posiekaną szalotkę oraz posiekane anchois i dopraw pieprzem. Wymieszaj, odstaw na bok.

Na środku dwóch talerzy połóż sałatę i obłóż ją fasolką, przełamanymi na pół ziemniakami, połówkami jajek i pomidorów, cząstkami ogórka. Dodaj rzodkiewki, oliwki i tuńczyka. Polej sosem i posyp listkami bazylii, jeśli chcesz.

Podawaj natychmiast.
Czytaj dalej »

Lody mascarpone

Gdy wymyśliłam sobie, że zrobię lody z serkiem mascarpone, poszukiwania przepisu rozpoczęłam od internetu. Też tak macie? Niestety, nic z tego, co wypluła wyszukiwarka nie odpowiadało moim wymaganiom. Jedne wyglądały na zbyt twarde, inne na zbyt wodniste, kolejne były z kremem cytrynowym... A ja potrzebowałam kremowych, bez żadnych dodatków. Dopiero po przeczesaniu sieci przypomiłam sobie o książce z lodowymi deserami. Oczywiście, były tam, dokładnie takie, o jakie mi chodziło.

Czytaj dalej (klik)


Czytaj dalej »

Tosty z truskawkami

Co zrobić z czerstwą brioszką? Wiem, że przetrwanie brioszki do momentu, gdy się zestarzeje jest prawie niemożliwe, ale czasem się jednak zdarza. W końcu brioszka, jak pyszna by nie była, świeżość zachowuje tylko przez dwa dni. Można zrobić grzanki, np. takie jak do tej sałatki albo usmażyć tosty.

Jeden taki tost, z dwóch brioszkowych kromek, posamrowanych serkiem i obtoczonych w jajku, spokojnie starczy za pożywne śniadanie. Pożywne, słodkie i pyszne.



Tosty z truskawkami i kremowym serkiem
dla 2 osób

  • 4 kromki czerstwej brioszki
  • 3-4 łyżki kremowego serka, np. Philadelphia
  • 3-4 truskawki, bez szypułek, pokrojone w grubsze plasterki
  • 2 małe jajka + 2 łyżki mleka, rozmącone
  • 1 łyżka klarowanego masła, do smażenia

dodatki:

  • 1 łyżeczka cukru pudru + 1/8 łyżeczki cynamonu
  • syrop klonowy

Wszystkie kromki brioszki posmaruj serkiem. Na dwóch rozłóż pokrojone w plasterki truskawki, przykryj pozostałymi dwoma kromkami - serkiem do środka, dociśnij lekko. Każdą kanapkę obtocz w rozmąconym z mlekiem jajku; rób to powoli, żeby brioszka dobrze nasiąknęła.

Na patelni rozgrzej niewielką ilość masła. Smaż tosty powoli, na bardzo małym ogniu, żeby zdążyły się zagrzać na całej grubości, zanim się zrumienią.

Podawaj gorące, posypane cukrem pudrem wymiesznym z cynamonem i polane syropem klonowym.
Czytaj dalej »

Kremówka z truskawkami

Wpis dedykuję Zakładce, która spoglądając na świat z czubka swojej czereśni słusznie zauważyła, że takich kremówek jak kiedyś, już się nie robi.

Do tego samego wniosku doszliśmy i my, przeglądając dostępne w sieci przepisy.

- To wszystko nie to - krzywił się W. na kolejny krem bazujący na gotowym budyniu, albo z ogromną ilością mąki - W kremie,  który pamiętam było dużo żółtek i masło. Nie łyżka albo dwie, ale całkiem sporo masła. Co to w ogóle za krem bez masła?

No właśnie. Nie pomogła nam nawet Kuchnia Polska, bo i tamtejszy przepis na krem do napoleonek-kremówek był nie-maślany. Może dlatego, że nasz eglemplarz pochodzi jeszcze z czasów kryzysowych? Ale, co by nie mówić, występowała w nim prawdziwa wanilia i żółtka, a to był już duży krok naprzód.

Skoro gotowca brak, trzeba było przepis wykombinować. Za bazę posłużyła podstawowa receptura na crème pâtissière, która wzbogacona została śmietanką kremówką i masłem. A ponieważ efekt końcowy pomyślnie przeszedł testy u mojego kremówkowego marudy (czytaj: ciasto doczekało raptem drugiego dnia) ośmielam się go opublikować. Bo nawet jeśli nie dorównuje ciastkom Zakładkowego Mistrza, to ciagle jest to cholernie dobra kremówka.



Kremówka z truskawkami
na prostokątną formę 10x24x5cm
5 porcji

  • 2 płaty ciasta francuskiego
  • 10 dużych, jędrnych truskawek
  • cukier puder, do posypania
  • dodatkowo: forma/obręcz 10x24x5cm

krem:

  • 1 szklanka mleka
  • 1 szklanka śmietanki kremówki
  • 1 laska wanilii, przekrojona na pół, ziarenka wyskrobane
  • 6 żółtek
  • 70 g (1/3 szklanki) cukru
  • 40 g (4 łyżki) mąki
  • 150 g masła, zimnego, pokrojonego w niedużą kostkę
  • opcjonalnie: 1 łyżeczka rumu

Ciasto

Rozwałkuj lekko rozmrożone ciasto francuskie na arkuszu papieru do pieczenia - potrzebujesz dwóch kawałków trochę większych niż forma (ok. 1 cm w kazdym kierunku). Połóż na blachę, razem z papierem, ponakłuwaj widelcem i wstaw do lodówki na 15-20 minut.

Nastaw piekarnik na 220˚C.

Piecz wyjęte z lodówki ciasto przez około 10 minut, dopóki się nie zezłoci.  Odstaw do wystudzenia.


Krem

Zagotuj mleko wymieszane ze śmietanką oraz przekrojoną na pół laską wanilii i wyskrobanymi z niej ziarenkami. Odstaw na 10 minut, żeby mleko przeszło aromatem wanilii a następnie przecedź. Żółtka ubij dobrze z cukrem, aż widocznie zgęstnieją. Dodaj do nich przesianą mąkę, wymieszaj i przełóż do garnka o grubym dnie. Do garnka zacznij dolewać gorące mleko, cały czas ubijając. Postaw na niedużym ogniu i mieszaj, czekając aż się zagotuje. Pogotuj go jeszcze przez 2 minuty, dopóki krem nie zgęstnieje i nie zniknie z niego smak surowej mąki. Zdejmij z ognia, dodawaj zimne masło po 1/4, za każdym razem energicznie mieszając, dopóki masło się nie połączy z kremem. Na końcu wymieszaj z rumem (jeśli używasz).

Odstaw garnek na bok i poczekaj, aż krem nieco przestygnie. W czasie stygnięcia mieszaj go od czasu do czasu, żeby nie dopuścić do utworzenia się skórki.


Wykończenie

Przytnij ciasto francuskie do rozmiarów formy. Formę (obręcz bez dna) owiń folią spożywczą i postaw na płaskiej powierzchni (np. desce do krojenia) również wyłożonej kawałkiem folii.

Do formy włóż jeden kawałek ciasta, rozprowadź na nim 1/3 kremu, następnie powtykaj w niego umyte i odszypułkowane truskawki, czubkiem do góry, po dwie obok siebie. Przestrzenie między truskawkami wypełnij resztą kremu. Krem powinien być letni, inaczej będzie za sztywny, żeby go dobrze rozprowadzić. Przykryj drugiem kawałkiem ciasta i dociśnij lekko niedużą i niezbyt ciężką deseczką. Wstaw do lodówki, żeby krem zesztywniał, najlepiej na noc.

Wyjmij z lodówki, gdy krem będzie zimny i całkiem sztywny. Usuń obręcz, podnosząc ją do góry (być może trzeba będzie przytrzymać ciasto dłonią). Jeśli trzeba, wyrównaj krem nożem zamoczonym w gorącej wodzie. Posyp ciasto cukrem pudrem i pokrój ostrym nożem-piłką na 5 kawałków - każdy powinien zawierać po dwie truskawki.

Przechowuj w lodówce i zjedz w miarę szybko - po dwóch dniach ciasto francuskie zacznie tracić chrupkość.
Czytaj dalej »

Brioszka

Do pieczenia brioszki przymierzałam się bardzo długo. Owszem, przeglądałam przepisy, parę razy już prawie zabierałam się do wyrabiania ciasta, ale zawsze coś mi stanęło na przeszkodzie. Głównie lenistwo - niech będzie, przyznam się - ale także kłopoty z planowaniem. Bo ciasto na brioszkę trzeba najpierw dobrze wyrobić i pozwolić mu wyrosnąć. Potem zagniata się je jeszcze raz i zostawia na noc w lodówce. A potem znów czeka na wyrośnięcie i dopiero można je piec. To trwa. Czemu więc miałabym zawracać sobie głowę pieczeniem, skoro mogę kupić bardzo dobre, gotowe bułeczki? Ano, poszło o to, że raz kupiłam je jeszcze ciepłe. I smakowały nieziemsko.

Postanowiłam więc wziąć się wreszcie w garść i nakreślić dokładny plan działania. Padło na piątek po południu (wyrabianie ciasta) i sobotę rano (pieczenie). Problem z wyborem przepisu (a jest ich milion) rozwiązałąm bardzo szybko - wybrałam ten z książki Thomasa Kellera.

Nieźle się wpakowałam... Brioszka wyszła piękna - lekka, złocista, maślana. Ładnie pachnie już podczas pieczenia, chociaż nie zawiera żadnych aromatyzujących dodatków. Aż ciężko uwierzyć, że to tylko mąka, drożdże, jajka i masło. Ok, dużo jajek i masła. Powiedzieć, że to skrzyżowanie ciasta z chlebem, to stanowczo za mało - dla mnie to idelany wypiek na śniadanie. I trzeba będzie ją piec częściej, nie ma wyjścia.




Brioszka
wg przepisu z Ad Hoc at Home/Thomas Keller
na dwie średnie keksówki - 21x11x7cm

  • 1/3 szklanki ciepłej wody
  • 7 g (21/4 łyżeczki) suchych drożdży
  • 350 g (21/3 szklanki) mąki tortowej
  • 300 g (2 szklanki) zwykłej mąki
  • 70 g (1/3 szklanki) cukru
  • 10 g (21/2 łyżeczki) soli morskiej
  • 6 dużych jajek, w temperaturze pokojowej
  • 280 g masła, pokrojonego w niedużą kostkę, w temperaturze pokojowej

Wsyp drożdże do ciepłej wody i odstaw na 10 minut, następnie zamieszaj dobrze, żeby drożdże całkiem się rozpuściły.

Przesiej obie mąki i wsyp je do miski razem z cukrem i solą. Dodaj jajka i zacznij wyrabiać przy pomocy robota kuchennego z końcowką do zagniatania ciasta chlebowego (hak). Wyrabiaj przez 1 minutę, na niskiej prędkości, następnie dolewaj powoli rozpuszczone w wodzie drożdże i kontynuuj wyrabianie przez 10 minut. Jeśli trzeba, zatrzymaj mikser, żeby zeskrobać ciasto ze ścianek i końcówki mieszającej.

Teraz zacznij partiami dodawać masło. Masło powinno być miękkie, ale nie za ciepłe (ma zachować kształt). Na początek wrzuć 1/4 masła i wyrabiaj ciasto przez minutę. Powtórz 3 razy. Po dodaniu ostatniej partii masła, wyrabiaj ciasto jeszcze przez 10 minut, dopóki masło nie połączy się z resztą składników, a ciasto nie zrobi się jedwabiście gładkie.

Przełóż ciasto do wysypanej lekko mąką dużej miski. Przykryj folią spożywczą i odstaw w ciepłe miejsce na 3 godziny lub dopóki ciasto nie podwoi objętości. Wyrośnięte ciasto wyjmij na oprószony mąką blat, rozpłaszcz dłońmi i złóż kilka razy, żeby pozbawić je pęcherzyków powietrza. Włóż z powrotem do miski, przykryj folią i wstaw na noc do lodówki.

Na drugi dzień podziel ciasto na dwie części, uformuj z nich prostokąty i włóż do dwóch wysmarowanych masłem keksówek. Pozostaw do wyrośnięcia, na około 3 godziny.

Kiedy ciasto zacznie wystawać 1-2 centymetry ponad górną krawędź foremek, wstaw je do nagrzanego do 170˚C piekarnika i piecz 35-40 minut, dopóki góra się nie przybrązowi. Od razu po upieczeniu wyjmij z foremek.

Uwagi:

1. Ciasta na brioszkę nie powinno się wyrabiać ani trzymać w temperaturze wyższej niż 27˚C.
2. Masło koniecznie dodawaj partiami, żeby ułatwić mu połączenie się z pozostałymi składnikami
3. Zjedz brioszkę od razu po upieczeniu, lekko przestudzoną. Jeśli chcesz ją przechowywac dłużej, zaraz po upieczeniu, jeszcze gorącą zawiń w folię. Zjedz w ciągu dwóch dni albo natychmiast zamroź. 
Czytaj dalej »

Greckie gołąbki

Nie, wcale nie mam na myśli dolmades w winnych liściach. Gołąbki, które zwróciły moją uwagę, są uderzająco podobne do polskich, kapuścianych, z ryżowo-mięsnym farszem. Podstawowa różnica to sos, bo spory dodatek koperku oraz natki pietruszki w farszu można chyba uznać za swojskie? Gołąbki z lekkim i kwaskowatym sosem z jajek i soku cytrynowego wydały mi się idealne na pierwsze upalne dni, mimo że w książce The Greek Cook przepis na nie umieszczono w części poświęconej potrawom zimowym. Podejrzewam, że grecka zima i polska wiosna mogą mieć sporo cech wspólnych ;-)

Przepis oraz komentarze (klik)

Czytaj dalej »

Serowa tarta ze szparagami

Dzisiejsza tarta to jedno z tych dań, które zrobiłam ze względu na wygląd, jak z okładki. W tym wypadku dosłownie z okładki 38. numeru nowozelandzkiego magazynu Dish. Tarta nie dała mi o sobie zapomnieć przez całe sześć miesięcy, bo tyle dzieli nasz sezon szparagowy od tego na antypodach. Jak tylko się pojawiły - upiekłam ją. I dzielę się przepisem, bo tarta jest nie tylko ładna, ale i bardzo dobra. Kto jeszcze się skusi?


Serowa tatra ze szparagami
wg przepisu z magazynu Dish # 38
na okrągłą formę o średnicy 30 cm (4-6 porcji)

  • 30-40 cienkich zielonych szparagów
  • 1 łyżeczka oliwy
  • sól morska i świeżo mielony pieprz
  • ok. 20 g parmezanu, w cienkich płatkach
ciasto:
 
  • 200 g mąki
  • 1/2 łyżeczki soli morskiej
  • 100 g masła, zimnego, posiekanego
  • 50 g sera gruyère, drobno startego
  • 1 jajko
  • 1-2 łyżki zimnej wody

do smarowania:

  • 6 łyżek serka mascarpone
  • 1 łyżka śmietanki
  • 1 żółtko
  • 1 ząbek czosnku, roztarty na pastę

Zacznij od zagniecenia ciasta. Do malaksera włóż mąkę, sól, masło oraz ser i posiekaj wszystko używając trybu pulsacyjnego, aż składniki wymieszają się i zaczną przypominać okruchy. Dodaj jajko i łyżkę wody i siekaj dalej, aż mieszanka połączy się w większe grudki. Jeśli będzie trzeba, dodaj drugą łyżkę wody.

Zawartość malaksera wyłóż na blat i szybko zagnieć, formując dysk. Zawiń w folię i włóż do lodówki na 20-30 minut, do schłodzenia.

Schłodzone ciasto wyjmij z lodówki i rozwałkuj cienko (najlepiej pomiędzy kawałkami folii spożywczej lub papieru do pieczenia), starając się nadać ciastu kształt koła. Rozwałkowane ciasto powinno mieć średnicę około 2 cm większą od średnicy formy. Ciastem wyłóż okrągłą formę do tarty lub pizzy (użyłam tej drugiej) i wstaw do lodówki lub zamrażalnika, żeby stwardniało.

Gdy ciasto będzie w lodówce, przygotuj szparagi. Odłam im twarde końcówki, a resztę szparagów wymieszaj z oliwą i posyp solą oraz świeżo mielonym pieprzem.

Serek mascarpone, śmietankę, żółtko i roztarty ząbek czosnku wymieszaj w miseczce na gładką masę.

Nastaw piekarnik na 180˚C.

Wyjmij formę z ciastem z lodówki. Na cieście rozsmaruj masę z serka mascarpone i rozłóż na niej szparagi, jak wskazówki zegarka, czubkami na zewnątrz. Szparagi posyp płatkami parmezanu (połowę zostaw na później).

Tartę wstaw do nagrzanego piekarnika, na dolna półkę (powinny grzać obie grzałki - górna i dolna, inaczej ciasto nie odpiecze się dobrze od dołu). Piecz około 15 minut, aż ciasto zię zezłoci.

Podawaj ciepłą lub w temperaturze pokojowej. Przed podaniem posyp resztą parmezanu.

***

Pzepis dodaję do akcji
Sezon na szparagi
Czytaj dalej »

Jajka à la Benedict

Pytanie - jak nazywacie jajka w koszulkach, podawane na toście, z bekonem i sosem holenderskim? Do niedawna, żeby nie powiedzieć do wczoraj, mówiłam na nie jajka po benedyktyńsku. Ale zachciało mi się poszperać w książkach i necie. I co się okazuje? Terminem po benedyktyńsku/à la bénédictine określane są potrawy, w tym jajka, podawane z purée z solonego dorsza i ziemniaków. W przypadku jajek à la bénédictine dochodzą jeszcze trufle i sos śmietanowy (cytuję za Larousse Gastronomique). Trufle, ha! Nic dziwnego, że potrawa została zapomniana!

Jak w takim razie poprawnie nazwać jajka, o które pytałam? W oryginale eggs Benedict, podobno od nazwiska brokera, który, skacowany nieco, wpadł z rana do hotelu Waldorf w Nowym Jorku i zażądał na śniadanie takiego właśnie zestawu. Pomysł spodobał się tamtejszemu maître d'hôtel, danie zostało włączone do menu i... po ponad stu latach wciąż jest w obiegu. To zresztą tylko jedna z wersji wyjaśniających pochodzenie tej potrawy, ale całkiem zgrabna i prawdopodobna, więc pozwoliłam sobie ją przytoczyć (za Wikipedią).

Co w takim razie z polską nazwą, skoro po benedyktyńsku jest już zarezerwowane, zaś jajka Benedykta, przepraszam bardzo, ale kojarzą mi się zbyt dosłownie. Pozostają jajka à la Benedict. I tego będę się trzymać.





Jajka à la Benedict

po przepis na jajka à la Benedict zapraszamy teraz
na nasz nowy blog Magazyn Kuchenny:
http://www.magazynkuchenny.com/jajka-a-la-benedict/

Czytaj dalej »

Sałatka jajeczna z marynowanymi pieczarkami

Do tej sałatki mam ogromny sentyment. Była podawana na mojej poślubnej kolacji i jest to jedna z niewielu rzeczy, jaką z niej zapamiętałam. Nawet nie wiem czemu, może dlatego, że prosta jajeczna sałatka podziałała jak balsam na skołatane nerwy? Może dlatego, że pożywne jajka to było to, czego mój organizm potrzebował, po kilkunastu godzinach postu? Ślub, nawet ten w Urzędzie Stanu Cywilnego, jest w końcu sporym przeżyciem, szczególnie własny. Fakt, że uroczyście przyrzekałam uczynić wszystko, by moje małżeństwo było zgodne, trwałe i szczęśliwe oraz potwierdzanie tego własnoręcznym podpisem złożonym mocno drżącą ręką, pamiętam jak przez mgłę. Ale sałatkę i jej smak na tyle dobrze, że mogłam ją potem bez problemu odtworzyć. I tak odtwarzam do dzisiaj, przy różnych okazjach.

(Przyrzeczenia złożonego przed obliczem urzędnika państwowego udało mi się dotrzymać, jak na razie).

Przepis na sałatkę jajeczną i marynowane pieczarki już na nowym blogu (kilk)



Czytaj dalej »

Jajka faszerowane z boczkiem, sałatą i pomidorami

BLT - skrót od Bacon/Lettuce/Tomato - to rodzaj kanapki w skład której, oprócz pieczywa i majonezu, wchodzą: bekon, sałata i pomidory. Bardzo smacznej kanapki, bo zestawienie tych trzech składników jest genialne w swej prostocie. A w związku z tym nie powinniśmy się ograniczać tylko i wyłącznie do obkładania nimi kanapek. Sałatę w połączeniu z pomidorami i bekonem, względnie boczkiem, należy stosować, gdzie się tylko da.

Jeśli wczorajsze faszerowane jajka wydały się komuś za proste i banalne, być może zadowolą go te, inspirowane słynną kanapką.



Jajka faszerowane z boczkiem, rukolą i pomidorami
12 sztuk (dla 4-6 osób)

  • 6 jajek, ugotowanych na twardo
  • 1/4 szklanki majonezu
  • 1 łyżeczka żółtej amerykańskiej musztardy (lub innej ulubionej)
  • sól, do smaku
  • 20-30 kropli Tabasco (lub innego ostrego sosu)
  • 3-4 liście rukoli, pokrojone w cienkie paseczki
  • 4 cienkie plasterki boczku wędzonego, usmażone na chrupko i posiekane
  • 2-3 pomidorki koktajlowe, pokrojone na ćwiartki lub ósemki
  • czarny pieprz, grubo mielony
  • dodatkowo: 12 cienkich kromek bagietki i łyżka oliwy

Ugotowane i ostudzone w zimnej wodzie jajka obierz ze skorupek. Każde jajko przekrój wzdłuż na pół. Delikatnie powyjmuj żółtka i przetrzyj je przez sitko. Białka umyj i osusz.

Przetarte żółtka wymieszaj z majonezem i musztardą. Dosól do smaku. Dodaj Tabasco, zaczynając od 20 kropli i, jeśli trzeba, dodaj więcej. Połówki białek napełnij masą, najlepiej przy pomocy rękawa cukierniczego z ząbkowana końcówką.

Plasterki bagietki posmaruj lekko oliwą, z obu stron i zrumień na patelni lub w piekarniku.

Każdą z połówek jajek połóż na grzance i posyp posiekaną rukolą, usmażonym boczkiem i połóż na każdej po cząstce pomidora. Posyp grubo zmielonym pieprzem.
Czytaj dalej »

Jajka faszerowane z chrzanem


Vintage wraca. I to nie tylko w tekstyliach (moje co bardziej zorientowane modowo koleżanki pewnie powiedziałyby, że już dawno wrócił), ale i w kuchni. Jeśli ostatnia dekada przeleciała nam pod znakiem kuchni molekularnej i jej pokrewnych, to do przewidzenia było, że po niej nastąpi powrót do klasyki. W mniej lub bardziej wyrafinowanej postaci. I to się właśnie dzieje. W kulinarnych magazynach widzę coraz więcej przepisów opartych o klasyczną kuchnię francuską, ale tuż obok niej pojawiają się dania, które nazwałabym domowo-nostalgicznymi. Na przykład galaretki. Albo właśnie faszerowane jajka. Ani jedne, ani drugie właściwie nigdy na dobre nie znikły z naszych stołów (i słusznie!), ale egzystowały sobie gdzieś poza kuchennymi trendami. Jeśli więc w tym roku macie zamiar przygotować na wielkanocne śniadanie faszerowane jajka, możecie to z robić z poczuciem bycia na czasie. I z czystym sumieniem udekorować każde z nich natką pietruszki :-)

Po przepis i komentarze kliknij tutaj







Czytaj dalej »

Sos holenderski (film)

Z góry przepraszam, jeśli będę nieco przynudzać. Ale uznałam, że skoro już zabrałam się za gotowanie na całego, to wypadałoby, żebym miała opanowanych (przynajmniej) kilka kuchennych klasyków. A klasyki (jak i klasycy) bez względu na to, którą dziedzinę sztuki reprezentują, mogą się wydawać nudnawe. Przynajmniej dopóki się ich dobrze nie pozna, nie zrozumie i nie polubi. Ale kilka wypadałoby znać, nawet jeśli tylko po to, by mieć się czym popisać w towarzystwie lub zaimponować teściowej.

Na pierwszy ogień poszedł sos holenderski. Do jego zrobienie potrzeba tylko dwóch głównych składników - masła i żółtek. Ale by sos się udał, muszą być świeże i jak najlepszej jakości. Do tego należy je skrupulatnie odmierzyć i a samemu sosowi poświęcić trochę uwagi podczas przygotowywania. Jednym słowem - należy do niego podejść z respektem. Może się bowiem nie udać, jeśli składniki będą miały nieodpowiednią temperaturę, złe proporcje lub będzie mu za gorąco podczas ubijania.


Kilka punktów zapalnych:
  1. proporcje żółtek do masła to ok. 60 g masła na każde żółtko,
  2. sklarowane masło powinno być ciepłe i mieć podobną temperaturę, co ubite żółtka,
  3. miska, w której ubijany jest sos, nie powinna być zbyt gorąca (absolutnie nie może dotykać wody!).
Czyli tak naprawdę - nic trudnego.


Poniżej przedstawiam dość prostą, podstawową wersję sosu holenderskiego. Może być używany w tej formie lub stanowić produkt wyjściowy do innych sosów (ale to temat na odzielną opowieść).





    Sos holenderski
    4 porcje


    • 3 żółtka
    • 40 ml zimnej wody
    • 180 ml klarowanego masła, podgrzanego
    • 1 łyżeczka soku z cytryny
    • 2 szczypty soli

    dodatkowo:

    • garnek
    • metalowa miska
    • rózga do ubijania

    Przygotuj garnek i metalową miskę, na tyle dużą, by swobodnie można w niej było ubijać powyższe składniki i by pasowała do garnka. W garnku zagotuj kilka centymetrów wody, niewiele, bo postawiona na garnku miska nie powinna wody dotykać.

    Postaw miskę na garnek z lekko gotującą się wodą (po zagotowaniu ogień zmniejsz do minimum). Do miski wlej żółtka oraz zimną wodę i zacznij je energicznie ubijać. Ubijaj, aż zwiększą objętość i lekko zgęstnieją.

    Gdyby miska, a co za tym idzie także jej zawartość zaczęła robić się zbyt gorąca, przerwij ubijanie i zdejmij ją na chwilę z garnka i poczekaj, aż lekko przestygną. Z przegrzanych żółtek może się zrobić jajecznica i z sosu nici!

    Do gęstniejących żółtek zacznij powoli dolewać sklarowane masło. Powinno być dobrze ciepłe, mniej więcej w tej samej temperaturze, co ubijane żółtka. Lej masło powoli, cienkim strumieniem i cały czas energicznie ubijaj sos, dopóki nie wbijesz całego masła a sos nie zrobi się gęsty, jedwabisty i puszysty.

    By sprawdzić, czy sos jest już prawidłowo ubity, zanurz w nim łyżkę i przejedź po jej grzbiecie palcem. Jeśli ślad po palcu nie będzie znikał - sos jest gotowy.

    Do ubitego sosu dodaj sól i sok z cytryny i jeszcze chwilę ubijaj, by składniki się połączyły.

    Gotowe.

    ***
     
      Sos holenderski trzymaj w ciepłym miejscu, (np. w naczyniu włożonym do większego z gorącą, ale nie gotującą się, wodą) dopóki nie będzie potrzebny. Można go jednak przechowywać najwyżej 2 godziny! Musi więc być robiony stosunkowo krótko przed podaniem.


      ***
      Czytaj dalej »

      Naleśniki z serem

      Tak, właśnie naleśniki z serem, czyli twarogiem. Na emigracji - najczęściej robione z ricottą. Będę tu sobie bowiem powolutku zbierać wszystkie moje ulubione potrawy. Nowe i stare, codzienne i świąteczne, łatwe i trudne. Bez wykluczania żadnej z grup pokarmowych i bez faworyzowania którejkolwiek. Bez filozofii. Podstawowe kryterium - dobry smak.

      Dziś zapraszam na naleśniki. Bardzo dobry przepis na ciasto podawałam już jakiś czas temu, a teraz będzie widać, dlaczego robię je takie blade. Po prostu, po wypełnieniu nadzieniem, podsmażam je jeszcze raz, na maśle i na mocno złoty kolor. Moje ulubione nadzienie to właśnie twarożkowe, albo, jak lubię je nazywać - sernikowe. Twaróg ucieram bowiem z żółtkiem i cukrem, a następnie mieszam ze sztywno ubitym białkiem. W czasie podsmażania nadzienie lekko się ścina i przypomina delikatny sernik, a placki robią się rumiane i chrupiące. I takie właśnie naleśniki mogłabym jeść codziennie.

      A jakie są wasze ulubione?



      Naleśniki z serem
      10 sztuk

      • 1 jajko
      • 250 g twarogu lub ricotty
      • 2 łyżki cukru
      • 1 cukier waniliowy (najlepiej z prawdziwą wanilią)
      • opcjonalnie: skórka z połowy cytryny, drobno starta
      • 10 naleśników
      • masło klarowane, do smażenia

       dodatkowo:
      • owoce sezonowe, cukier puder, śmietana

      Oddziel żółtko od białka. Żółtko dodaj do twarogu i utrzyj razem z cukrem zwykłym i waniliowym na gładką masę. Białko ubij i wymieszaj delikatnie z masą twarogową. Jeśli lubisz, dodaj skórką cytrynową.

      Na środek każdego naleśnika nakładaj po około 2 łyżki nadzienia. Każdy placek złóż na pół i lekko dociśnij dłonią - masa twarogowa rozprowadzi się wtedy równomiernie. Złóż raz jeszcze.

      Na dużej patelni rozpuść łyżkę masła. Smaż z obu stron, po 3-4 naleśniki na raz, przez kilka minut na bardzo małym ogniu, żeby się powoli rumieniły, a nadzienie miało szansę dobrze pogrzać.

      Podawaj gorące, z sezonowymi owocami i posypane cukrem pudrem lub polane śmietaną.

      ***
      Czytaj dalej »

      Czekoladowy pudding z croissantów i nutelli

      Powoli daję się wciągać akcjom ogranizowanym w kulinarnej blogosferze. Gdyby czas i możliwości pozwalały uczestniczyłabym jeszcze w paru, ale na razie mogę wybierać nieliczne. Czekoladowemu Weekendowi u Bei nie mogłam się jednak oprzeć. I wykorzystałam pomysł, który już dawno chodził mi po głowie, tylko rozsądek do tej pory nie pozwalał mi na jego zrealizowanie. Pudding z croissantów (tak!) nutellą (tak, tak!). Czysta rozpusta! I precz z rozsądkiem!

      Reszta postu razem z przepisem na pudding, komentarzami i dobrymi radami tutaj (klik)




      Czytaj dalej »

      Smażony ryż z kimchi

      "Czy jadłaś już lunch?" - takim pytaniem jestem najczęściej witana w Korei, jeśli spotkam kogoś znajomego w porze obiadowej. Nie jest to wynik nadmiernej ciekawości, a grzecznościowa formułka, która pochodzi z czasów, kiedy codzienne jedzenie obiadu wcale nie było oczywistością. W zeszły weekend na to pytanie mogłam nie tylko odpowiedzieć twierdzaco, ale również pochwalić się, że na obiad zrobiłam smażony ryż z kimchi, co poskutkowało następującym dialogiem:

      - O, sama zrobiłaś bokumbap? Ile dałaś kimchi?
      - 1 szklankę na dwie szklanki ryżu.
      - I nie było za ostre?
      - Nie, wyszło w sam raz. Odlałam trochę soku.
      - Ach, tak właśnie robimy go dla dzieci!

      Nie pozostało mi nic innego, jak się uśmiechnąć. Mam nadzieję, że smażony ryż z kimchi w wersji "dla dzieci" będzie smakował i tym, którzy trzymają się z daleka od ostrych potraw. Sok, w którym zbiera się większość chili, zawsze można odlać w całości, a kapusty dodać tyle, ile będzie wam smakować. Ścisłe reguły w tym przypadku nie obowiązują. Warto za to założyć rękawiczki, fartuszek i nie używać najlepszej deski do krojenia, bo kimchi farbuje.

      Poza tym bokumbap to najprostsza z potraw kuchni koreańskiej. Do wersji podstawowej potrzeba tylko gotowanego ryżu, który podgrzewany jest na patelni z przesmażoną wcześniej piklowaną kapustą. Wzbogacić go można mielonym mięsem lub pokrojonym w kostkę boczkiem, zieloną cebulką lub samym szczypiorkiem, olejem sezamowym, pastą gochujang, suszonymi wodorostami i sadzonym jajkiem. Poniżej prezentuję bogatszą wersję tej potrawy, ale nie martwcie się, jeśli nie macie któregoś ze składników. Ryż i kimchi naprawdę wystarczą!



      Smażony ryż z kimchi
      (Bokumbap)
      2 porcje

      • 1 łyżka oleju do smażenia
      • 70 g boczku, pokrojonego w kostkę
      • 1-11/2 szklanki kimchi (w tym sok), pokrojonego w kostkę*
      • 2 szklanki ugotowanego ryżu (z poprzedniego dnia)
      • 2 łyżki zielonej cebulki/dymki, pokrojonej drobno

      dodatkowo:

      • 2 jajka
      • 1 łyżeczka oleju sezamowego
      • 1 łyżeczka ziaren sezamu
      • 2-3 łyżki suszonych wodorostów (kim), pociętych na małe kawałki**

      Na patelni rozgrzej olej i zrumień na nim boczek. Dodaj kimchi i smaż, mieszając, dopóki kapusta nie zacznie robić się przezroczysta. Dorzuć na patelnię gotowany ryż i smaż dalej, cały czas mieszając, żeby składniki dobrze się połączyły. Ugotowany dzień wcześniej ryż będzie dość zwarty, trzeba więc w czasie smażenia porozdzielać ziarenka, przy pomocy np. solidnej drewnianej łyżki. Gdy ryż będzie już solidnie podgrzany dodaj zieloną cebulkę i wszystko dobrze wymieszaj.

      Zrób sadzone jajka, smażąc je z jednej strony, żeby zachować dość płynne żółtko.

      Gorący ryż wyłóż do miseczek lub głębokich talerzy. Do każdej porcji dodaj sadzone jajko. Całość polej odrobiną oleju sezamowego i posyp sezamem oraz wodorostami.

      Przed zjedzeniem rozdrobnij jajko łyżką i dobrze wymieszaj z ryżem. 

      * Możesz odlać część lub całość soku, jeśli chcesz zmniejszyć ostrość potrawy.
       ** Kim (lub gim) to koreańska nazwa wodorostów wielbicielom sushi znanym jako nori. Moje ulubione to prażone z dodatkiem oleju sezamowego i odrobiny soli.

        Czytaj dalej »

        Urodzinowy sernik

        Rok! Wytrwałam przy tworzeniu bloga cały rok! Systematycznie pisałam i publikowałam posty, gotowałam i piekłam. Jestem z siebie dumna, bo systematyczność nie jest jedną z moich mocnych stron. Ale tym razem się udało :-) Co więcej, jeszcze nie straciłam zapału i w drugi rok blogowania wchodzę pełna dobrych myśli i z długą listą nowych potraw do wypróbowania. Nie udałoby mi się to jednak, gdyby nie wspaniały W. i jego aparat. Dziękuję za cotygodniowe sesje fotograficzne i wszystkie dobre rady!

        Przez ten rok wszystko było dla mnie nowe, szczególnie sprawy dziejące się "na zapleczu". Choćby to, co wchodzący na bloga uznawali za interesujące. W statystykach przez pierwsze pół roku rządziły ciasta i desery! Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy publikowanie innych przepisów ma w ogóle sens, ale z drugiej strony wiem, że koncentrowanie się na słodkościach mogłoby się dla mnie bardzo źle skończyć. Za bardzo je lubię. Słodką passę przerwało pho z kurczaka, które, po podlinkowaniu go przez Foodelka, w ciągu paru dni zostało obejrzane ponad 500 razy. Wielka sprawa dla początkującego blogera!

        Pho dość długo zabawiło w pierwszej dziesiątce, ale w końcu musiało ustąpić pola innych przepisom. O dziwo, z czasem z top 10 zaczęły też znikać słodkości. Nie ma tam już śladu po serniku japońskim, ani morelowej tarcie, na liście zostały już tylko dwa ciasta (co wydaje mi się być rozsądną liczbą), ale za to jedno z nich od miesięcy rządzi niepodzielnie.

        Tak wygląda pierwsza dziesiątka z pierwszego roku mojego blogowania:


        10. Rybne kotlety z salsą pomidorową
        9. Confit z łososia
        8. Indyjskie ziemniaki
        7. Tarta cytrusowa z truskawkami
        6. Naleśniki - podstawowy przepis
        5. Naleśnikowe cannelloni
        4. Włoskie klopsy
        3. Zapiekany makaron ze szpinakiem
        2. Roladki z kurczaka z papryką
        1. Cytrynowy sernik z mascarpone


        Dziękuję wszystkim, którzy odwiedzają magazyn, tym zostawiającym komentarze i tym, którzy nic nie mówią. Dziekuję za dobre słowa, dzielenie się wrażeniami po wypróbowaniu przepisów, nie tylko kiedy wyszły, ale także kiedy coś nie działało (za te uwagi dziękuję szczególnie, bo dzięki nim mogę poprawiać nieścisłości i błędy). A przede wszystkim dziekuję innym kulinarnym blogerkom i blogerom za ciepłe przyjęcie mnie do swego grona! Dobrze mi tu z wami :-)

        Jako uzupełnienie podziękowań dorzucam sernik z serka mascarpone w nowej odsłonie. Ze skarmelizowanym wierzchem i w niedużym rozmiarze.

        Smacznego i ostrożnie z ogniem!





        Cytrynowy sernik brûlée
        wariacja na temat sernika z serka mascarpone
        na 5 małych foremek o średnicy 10 cm

        • 80 g herbatników typu Digestive
        • 40 g masła, rozpuszczonego i przestudzonego
        • 250 g kremowego serka typu Philadelphia
        • 110 g (1/2 szklanki) cukru
        • 2 jajka + 1 żółtko
        • 11/2 łyżki soku cytrynowego
        • skórka z 1/2 cytryny (lub do smaku)
        • 200 g serka mascarpone
        • 1/2 łyżeczki ekstraktu z wanilii

          dodatkowo:

        • 5 cienkich plasterków cytryny
        • 5 łyżek + 5 łyżeczek jasnego brązowego cukru
        • ręczny palnik gazowy

        Rozgrzej piekarnik do 150˚C.

        Foremki wysmaruj delikatnie masłem i wyłóż papierem do pieczenia, a z zewnątrz szczelnie owiń folią aluminiową. Przygotuj odpowiednio duże naczynie, np. głębszą prostokątną blachę (muszą się w niej swobodnie zmieścić wszystkie foremki).

        Herbatniki drobno pokrusz lub zmiel w malakserze. Wymieszaj je z rozpuszczonym masłem i wyłóż nimi dno formy do ciasta, dobrze je uklepując.

        W mikserze wymieszaj serek kremowy z cukrem, dodaj jajka, żółtko, skórkę cytrynową oraz sok z cytryny i zmiksuj na gładką masę. Na koniec dodaj serek mascarpone oraz ekstrakt waniliowy i jeszcze raz wszytko dobrze wymieszaj mikserem. Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej, szczególnie serki, wtedy łatwiej się połączą.

        Masę serową wlej do foremek, wstaw do przygotowanego wcześniej naczynia i wlej do niego gorącą wodę. Woda powinna sięgać mniej więcej do połowy wysokości foremek z sernikiem. Całość wstaw do nagrzanego piekarnika i piecz około 45 minut, aż wierzch serników zetnie się, ale środek będzie jeszcze półpłynny. Wyłącz piekarnik i zostaw w nim ciasta na jeszcze jedną godzinę. Gdy serniki stężeją, wyjmij wszystkie z piekarnika i odstaw do całkowitego ostygnięcia. Zimne owiń folią spożywczą, razem z foremkami, i wstaw do lodówki na przynajmniej 4 godziny lub na noc.

         ***
        Schłodzone w lodówce serniki wyjmij z foremek i odwiń z papieru do pieczenia.

        Cienko pokrojone plasterki cytryny rozłóż na blasze. Każdy równomiernie posyp łyżeczką cukru. Cukier skarmelizuj za pomocą palnika gazowego.

        Na każdy z serników wysyp równą warstwą łyżkę cukru i skarmelizuj go palnikiem. Ułóż po plasterku skarmelizowanej cytryny na każdym z serników.

        Jeden mały sernik to dwie porcje - w sam raz na walentynkowy deser :-)

        Czytaj dalej »
        Copyright © 2014 z magazynu , Blogger