Jak w takim razie poprawnie nazwać jajka, o które pytałam? W oryginale eggs Benedict, podobno od nazwiska brokera, który, skacowany nieco, wpadł z rana do hotelu Waldorf w Nowym Jorku i zażądał na śniadanie takiego właśnie zestawu. Pomysł spodobał się tamtejszemu maître d'hôtel, danie zostało włączone do menu i... po ponad stu latach wciąż jest w obiegu. To zresztą tylko jedna z wersji wyjaśniających pochodzenie tej potrawy, ale całkiem zgrabna i prawdopodobna, więc pozwoliłam sobie ją przytoczyć (za Wikipedią).
Co w takim razie z polską nazwą, skoro po benedyktyńsku jest już zarezerwowane, zaś jajka Benedykta, przepraszam bardzo, ale kojarzą mi się zbyt dosłownie. Pozostają jajka à la Benedict. I tego będę się trzymać.
Jajka à la Benedict
po przepis na jajka à la Benedict zapraszamy teraz
na nasz nowy blog Magazyn Kuchenny:
http://www.magazynkuchenny.com/jajka-a-la-benedict/

Ja czasem robię podobne-wg ksiązki z kt.wzięlam przepis nazywają sie jajka w sosie Mornay.to beszamel z serem.ale sos holenderski chyba bedzie lzejszy.napewno wyprobuje twoje: danko)
OdpowiedzUsuńPaproszku, nie jestem pewna, czy holenderski będzie lżejszy, ale smaczny na pewno, więc polecam!
UsuńNo prosze, czlowiek uczy sie cale zycie - zawsze nazywalam je jajkami po benedyktynsku, ale od dzis uroczyscie obiecuje, ze przestane :)
OdpowiedzUsuńUwielbiam takie jajka, ale tez zawsze nazywałam je jajkami po benedyktyńsku :) Planuję zrobić w tym roku na wielkanocne śniadanie!
OdpowiedzUsuńBardzo lubię ale bez sosu holenderskiego :) No i nie zawsze na muffinie bo w Polsce trudno o nie, a szkoda :)
OdpowiedzUsuńDla mnie zawsze były jajkami po benedyktyńsku :)
Madzialeno, Fuchsia podała dzis na swoim blogu przepis na angielkie muffiny:
Usuńhttp://kraina-szczesliwosci.blogspot.com/2012/04/english-muffins-bueczki-z-patelni.html
pyszne śniadanie!
OdpowiedzUsuńjaka po benedyktyńsku! ależ one się u Ciebie pięknie prezentują.
OdpowiedzUsuńmiałam raz niemiłą z nimi przygodę - zamówiłam w jednej z restauracji, wracając do domu z koncertu. i dostałam... ach, widok był paskudny. od tego moemntu zaprzestałam je zamawiać xp
Przecież nawet Bridget Jones nazywała je jajkami po benedyktyńsku, ona nie mogła się mylić :P
OdpowiedzUsuńA zresztą, nieważne jak się nazywają - z takim wyglądem no to jestem bezsilna i muszę się poczęstować ;)
Czyli nie byłam odosobniona w nazywaniu ich jajkami po benedyktyńsku i nawet Bridget znalazłą się w naszym gronie :-) I co z tym teraz zrobić? A, macie rację, nieważne jak się nazywają, ważne że są smaczne :-)
OdpowiedzUsuńDziewczyny, dzięki za komentarze!
Pewnie, nie ważne jak je nazwiemy - wyglądają rewelacyjnie i na pewno tak też smakują! Aż czuję ten smażony bekon... ;)
OdpowiedzUsuńja tez zawsze myslalam ,ze to jajka a'la Bennedykt, ups. Ale co tam, wyglądają pysznie, a mskują jeszcze lepiej!
OdpowiedzUsuńGłówkowałam, czy Benedict, czy spolszczony Benedykt i zdecydowałam, że na razie nie zaszkodzi trzymać się oryginału. Brakuje mi polskojęzycznych źródeł, które mogłyby rozwiać tego typu wątpliwości. A może są tylko jeszcze się na nie nie natknęłam?
UsuńU mnie jajka 'w koszulkach' beda jutro, choc zdecydowanie nie w tradycyjnej 'benedyktowej' ;)) wersji :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam swiatecznie!
Podejrzewam coś spektakularnego i przepysznego :-)
UsuńUściski jeszcze świąteczne :-)
Słyszałam o tych jajach i mam chęc je zrobić, tylko powiedz mi Bee, JAK ZGRAĆ CZASOWO - sos, opiekanie bułeczek, smażenie bekonu i robienie w kolejnyum garze jajek w koszulkach???? Przecięz to nie wykonalane, coś musi ucierpieć?!
OdpowiedzUsuńWykonalne, Kingo, jak najbardzej wykonalne. Na przykład tak:
Usuń- najpierw sos, bo w czasie jego robienia trudno się skupić na czymkolwiek innym i obie ręce są cały czas zajęte; no, można nastawić wodę na jajka w drugim garnku;
- jak sos jest już ubity, zdejmujesz cały garnek z palnika i odstawiasz na bok; miska z sosem zostaje na garnku, który będzie jeszcze ciepły przez jakiś czas i utrzyma temperaturę sosu;
- woda na jajka powinna się już zagotować - robisz jajka;
- jajka dochodzą przez 4 minuty; masz czas na rozgrzanie patelni, najlepiej dwóch: na jednej opiekasz pieczywo, na drugiej podsmażasz bekon; jeśli masz jedną patelnię - najpierw pieczywo, potem bekon;
- wyjmujesz jajka, osuszasz; pieczywo i bekon powinny być już gotowe lub prawie gotowe - jak będą, teraz wystarczy złożyć wszystko do kupy :-)
Wersja druga: jajka można zrobić przed sosem, gotować o minutę krócej i potem ogrzać, wkładając na minutę do gorącej wody, gdy sos, muffiny i boczek będą już gotowe.
Wersja trzecia: zaangażować pomocnika :-)
Zapomniałam o jednym - przygotowanie sobie wszystkich składników, odmierzonych, zanim zabierzemy się do gotowania bardzo pomaga organizacyjnie!
Usuń