W sprzedaży znalazłam boczniaki duże, kilkunastocentymetrowe i drobnicę po 3-4 centymetry. Moim zdaniem, te duże mają więcej smaku.
Sałatka na ciepło z boczniakiem mikołajkowym i serem halloumi
2 porcje
- 1/2 małej czerwonej cebuli, pokrojonej w krążki
- 2-4 plasterki boczku wędzonego, cienko ukrojone
- 2 duże boczniaki mikołajkowe, przekrojone wzdłuż
- 180 g sera halloumi, pokrojonego w słupki
- 1 łyżka oleju, do smażenia
- pęczek rukoli
sos:
- 1 łyżka oliwy
- 1 łyżka oleju
- 2 łyżeczki czerwonego octu winnego
- 1/4 łyżeczki cukru
- sól i pieprz, do smaku
Wymieszaj składniki sosu i zalej nim cebulę. Odstaw na 10 minut.
Usmaż boczek na chrupiąco. Odłóż na papierowy ręcznik. Na czystej patelni rozgrzej łyżkę oleju i usmaż ser na złoto ze wszystkich stron. Na koniec krótko obsmaż grzyby, po 30 sekund z każdej strony.
Na talerzu ułóż rukolę, grzyby, ser i boczek. Dodaj cebulę i polej sosem, w którym się marynowała. Posyp lekko solą i świeżo mielonym pieprzem.

Moja mama zawsze robila boczniaki a la schabowe. Ja sama praktycznie nie wykorzystuje ich w kuchni. Czas najwyzszy to zmienic :) Takie danko z moim ulubionym halloumi musi byc pyszne :)
OdpowiedzUsuńAch, przypomniałaś mi o innych grzybach robionych jak schabowe - o kaniach. Wieki ich nie jadłam i chyba nie potrafiłabym już opisać ich smaku, poza tym, że były pyszne. Ciekawe, czy można je gdzieś kupić?
OdpowiedzUsuńJestem bardzo ciekawa smaku tej sałatki .Wygląda soper !
OdpowiedzUsuńUwielbiam Twoje przepisy i zdjęcia! Wspaniałe!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam:)
Dotychczas nie wiedziałam, że istnieje więcej niż jedna odmiana boczniaków - znałam tylko takie, jakie można kupić w Polsce, czyli, o ile się nie mylę, ostrygowate. Mikołajkowych u nas nie widziałam. Ciekawa jestem ich smaku.
OdpowiedzUsuńLubię boczniaki, ale czasem o nich zapominam. Muszę koniecznie to zmienić i przyrządzać je częściej.
Ja wciąż czekam na wielki wybuch miłości do boczniaka :D I pewnie jeszcze trochę to potrwa z racji na moją grzybofobię, wszystko poza pieczarkami z tej rodziny biologicznej sekretnie mnie podtruwa :D
OdpowiedzUsuńMam za to w rodzinie boczniakozjadaczy, więc może wykorzystam Twój przepis i zaserwuję im je w innej niż zwykle - smażonej - postaci?
Świetne zdjęcie, ale u Ciebie to norma :D
Anna Maria, Arven - dziękuję ślicznie, aż się zarumieniłam (róznież w imieniu fotografa)!
OdpowiedzUsuńHania-kasia - gdy wrzuciłam w google hasło "boczniak mikołajkowy", wyskoczyło mi dużo stron z ofertami sprzedaży grzybni. Skoro jest grzybnia i chętni na nią, to ktoś go chyba hoduje. Ja bym popytała w warzywniakach, które są pewnie bardziej otwarte na potrzeby pojedynczego klienta niż duże markety, może zaczną sprowadzać. Naprawdę warto.
Wdziałam boczniaki mikołajkowe w tutejszym azjatyckim markecie. Nie kupiłam, bo się bałam. Najwidoczniej nie powinnam ;) Błąd naprawię jutro.
OdpowiedzUsuńZ abalone (czy one nie są przypadkiem pod ścisłą ochroną?) natomiast stanęliśmy oko w oko na targu w HK. Wyglądały jak alieny. Potem natknęliśmy się na nie w karcie jakiejś tamtejszej knajpy. Cena nas ogłuszyła... :)
Miłego WE!
NIe, chyba nie jest pod ochroną, inaczej nie sprzedawaliby tego tak otwarcie. Może zależy gdzie? Wiem, że np. z Nowej Zelandii nie wolno wywozić muszli paua, tych pięknych tęczowych, w których sobie ten ślimak mieszka. Ale stamtąd mało co można wywozić.
OdpowiedzUsuńMiłego podjadania boczniaków :-)
po raz pierwszy spotkałam się z tym boczniakiem tutaj w Chinach i bardzo go polubiłam, cieszę się, że dowiedziałam się w końcu, jak się nazywa :) będę mogła używać w końcu jego nazwy na blogu :)
OdpowiedzUsuńdzięki!