wtorek, 27 września 2011

Dip z bakłażanów z ryżowymi prażynkami

Zwróciłam uwagę na ten przepis, ponieważ wykorzystuje on gotowanego bakłażana a przyznam, że nie zdarzyło mi się jeszcze przygotowywać go w ten sposób. Smażonego uwielbiam, chociaż wiele osób narzeka, że zbytnio chłonie tłuszcz. Pieczony, grillowany - również bardzo mi smakuje. Ale gotowany? Do tej pory nie budził we mnie dobrych skojarzeń. Dip na zdjęciu wyglądał jednak całkiem apetycznie, a do tego przepis zakładał wykorzystanie dużych, wyrośniętych bakłażanów, więc pomyślałam, że dobrze będzie mieć w zanadrzu jakiś sposób na ich utylizację.

Przepis w Australian Gourmet Traveller przewidywał, moim zdaniem, użycie zbyt małej ilości przypraw. Dip wyszedł pikantny, ale mimo to nijaki. Ponieważ oryginalny przepis pochodził z kuchni Hmongów, grupy etnicznej zamieszkującej m.in. Wietnam i Kambodżę, sięgnełam po kilka dodatkowych przypraw używanych w południowo-wschodniej Azji - sos rybny, olej sezamowy i cukier. Dip po poprawkach mogę polecić z czystym sumieniem, ale ostrzegam - jest bardzo ostry, więc radzę zacząć dodawanie papryczek od jednej sztuki i to może bez pestek.

Polecam też towarzyszące mu domowe prażynki z papieru ryżowego. Dużo zabawy podczas smażenia i przyjemności z chrupania świeżych chipsów przy niewielkim nakładzie pracy.





Pikantny dip bakłażanowy
zmodyfikowany przepis z Australian Gourmet Traveller, wrzesień 2011
wychodzi 1 szklanka dipu

  • 500 g bakłażanów
  • 4 ząbki czosnku, pokrojone w cienkie plasterki
  • olej do smażenia
  • 1-2 małe ostre czerwone papryczki chili, posiekane
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 2 zielone cebulki (dymki), tylko biała część, posiekane
  • 1/2 szklanki liści kolendry + kilka całych do dekoracji
  • 1/2 łyżeczki sosu rybnego
  • 1/2 łyżeczki cukru
  • 1/4 łyżeczki oleju sezamowego

Wrzuć całe bakłażany do gotującej się wody i ugotuj je do miękkości. W czasie gotowania dobrze jest je czymś obciążyć, żeby nie wypływały na wierzch. Wyjmij, przestudź, obierz ze skórki a miąższ pokrój i wyłóż na sitko, żeby osączyć go z nadmiaru płynu.

Gdy bakłażan będzie obciekał, usmaż plasterki czosnku na chrupiąco, na lekko rozgrzanym oleju.

W moździerzu utrzyj połowę papryczek z solą, dodaj zieloną cebulkę i kolendrę i utrzyj razem na pastę. Osączonego bakłażana posiekaj drobno nożem lub zmiel w malakserze (użyj trybu pulsacyjnego, żeby nie zmienił się w nieapetyczną papkę). Wymieszaj z utartą wcześniej pastą i dopraw sosem rybnym, cukrem i olejem sezamowym. Jeśli lubisz bardzo pikantne dania, dodaj resztę posiekanych papryczek.

Posyp smażonym czosnkiem i liśćmi kolendry. Podawaj z domowymi prażynkami ryżowymi.


***


Ryżowe prażynki

  • 4 arkusze papieru ryżowego
  • olej do smażenia

Na patelnię nalej wystarczającą ilość oleju  - przynajmniej 1 cm - i mocno go rozgrzej. Na rozgrzany olej kładź szczypcami papier ryżowy i smaż króciutko, tylko kilka sekund. Zdejmuj z patelni natychmiast, gdy tylko "napuchnie" (patrz: film poniżej) i odkładaj na ręcznik papierowy.




Miłej zabawy!

9 komentarzy:

  1. Znowu coś dla mnie - uwielbiam bakłażana. Jakiś czas temu jadłam w restauracji chińskiej bakłażana gotowanego na parze i smakował genialnie. Twój dip wygląda bardzo apetycznie i świetny pomysł na prażynki - będę musiała kiedyś takie zrobić.

    OdpowiedzUsuń
  2. zdjęcie jest przepyszne. a mnie najbardziej zaciekawiły prażynki.

    OdpowiedzUsuń
  3. takie prazynki,to dla mnie cos nowego-swietny pomysl i efekt!!! a taki dip super brzmi i wyglada, mnie zniecheca kolendra,bo tej nijak nie polubie......
    sliczne fotka :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czasem nachodzi mnie wielka ochota na te prażynki, i pochlaniam mnóstwo, a potem nie jem następne pół roku;-) (nie smażę, kupuję gotowe).
    Rzeczywiscie sugestia, by gotować bakłażan, też by mnie zdziwiła - ale w sumie, dlaczego nie? Jak widać warto.
    Kultura Hmong jest b. ciekawa, nie wiem, czy widziałaś film Gran Torino, którego akcja dzieje się wśród Amerykanów pochodzących z tego plemienia? B. dobry.

    OdpowiedzUsuń
  5. Gosiu, czytałam kiedyś artykuł, napisany przez Harolda McGee, o tym dlaczego niektórzy ludzie nie znoszą kolendry. Bardzo ciekawy, teraz udało mi się odnaleźć tylko wersję w jęz. angielkim z NYT:

    http://www.nytimes.com/2010/04/14/dining/14curious.html

    W skrócie - w krajach, gdzie nie jada i nie jadało się kolendry, kojarzy się ona ludziom źle. Nasze mózgi kojarzą jej zapach ze środkami czystości (mydłem) i robactwem (pluskwy) a wszystko przez podobne aldehydy.

    Jest sposób, żeby kolendrę polubić - trzeba ją po prostu jeść :-) Mocne rozdrobnienie liści, np. dokłądne posiekanie lub utracie, likwiduje ten nieprzyjemny dla niektórych smak, więc od ucieranych można zacząć przygodę z kolendrą. A takie są dodawane do tego dipu, wiecheć dekoracyjny można pominąć. Albo spróbować pesto z kolendry, podobno wcześniej znane w regionie morza Śródziemnego niż bazyliowe.

    Spróbujesz? :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Aniu, filmu nie widziałam, ale słyszałam o nim. Skoro polecasz, na pewno obejrzę.

    OdpowiedzUsuń
  7. I jeszcze serial Justified - bardzo dobry!

    OdpowiedzUsuń
  8. świetny pomysł na bakłażana i jak zawsze przepiękne zdjęcie, dziękujemy za dodanie!

    OdpowiedzUsuń